RSS
piątek, 01 lipca 2016

Dzisiaj w Gazecie Wyborczej ukazał się fantastyczny wywiad. Estera Flieger i Pan Przemysław Kicowski rozmawiali o różnych ciekawych kontrowersyjnych dla Prawicy sprawach. Pani Estera zadawał błyskotliwe pytania, ba nawet tłumaczyła chłopaczynie pewne pojęcia np. "gender" a Pan się jąkał przedstawiał pewne utarte frazesy, żadne konkrety. Najbardziej podobało mi się parę zdań 

Jeśli ktoś nie wierzy w Boga, moim chrześcijańskim obowiązkiem jest go nawrócić. Ale nie zrobię tego siłą. Jeśli ktoś nie chce wierzyć, nie musi.

A jak go chce nawracać innymi hasłami? Świętym wpierdolem? Bardzo mi się także podobało moralne podejście do zgwałconych kobiet. 

- Dziecko nie powinno być karane za błąd jednego rodzica, bo gwałciciel od strony prawnej staje się rodzicem. Jeżeli ciąża doprowadza zgwałconą 14-latkę do myśli samobójczych, to w świetle prawa może ją usunąć

Tak a kto uwierzy czternastolatce, że nie kłamie, bo jest lewacka wywłoką?

To niesamowite - gwałciciel od strony prawnej staje sie rodzicem. Bydlak który siłą wymusza seks zaczyna mieć prawa i obowiązki, Kobieta ma być inkubatorem nie ważne, że do zapłodnienia doszło siłą. Halabarda mi się w kieszeni otwiera, bo to jest szowinistyczne i najabrdziej brutalne i okrutne dbanie o przyrost naturalny, nie ważne jak kobieta zaszła w ciążę, ma rodzić - ma być potraktowana jak zwierzę. 

 

Gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem.

Florynce Kennedy

czwartek, 30 czerwca 2016

Przyglądam się kolejnej reformie edukacji, sama o mało nie padłam jednej z nich (w 2004 pisałam jeszcze starą maturę), baliśmy się matur pomostowych, i tego, że jak nie zdamy będziemy powtarzać 3 zamiast czwartej klasy, bo przecież powstała luka rocznikowa. 

Z jednej strony to chyba jedyny projekt PiS który mi się podoba, w końcu gówniarze w szczycie burzy hormonalnej, nie będą przechodzić "poziom wyżej" i zapobiegnie to wywyższaniu się rozpasaniu i tendencji, że skoro nie jestem już w podstawówce, to mogę "pić palić i ruchać".

Przeraża mnie inna rzecz, że nikt nie zajmie się programem nauczania, idiotyczną formą egzaminowania - na zasadzie klucza odpowiedzi, zabijającego w młodym człowieku umiejętność samodzielnego myślenia, za to wciska naszym dzieciom do głowy schematy, z którymi ja się nie zgadzam, bo dlaczego kuratorium ma wiedzieć lepiej od mojego syna co on sądzi o danej książce czy wierszu! Boli mnie brak rozmaitości lektur - az po oczach napierdziela ideologia w szkole w latach 2005-2007 zabrali Ferdydurke Gombrowicza i wstawili "Pamięć i tożsamość" JP2, po prostu dobór lektur też zaczyna drift w prawo. 

Boję się, moje dziecko już niedługo wejdzie w ten system trybików szkolnych... Ile będę usiała poświęcić czasu, żeby tłumaczyć mu głupoty które mu wcisną do głowy....

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Z powodu psa można zostać zmaltretowanym psychicznie, do granic możliwości, szczególnie gdy ten pies, jest uciekinierem. Wczoraj, będąc u przyszłej teściowej wyszłam zapasową bramką przez ogród, logicznym było, że mówiąc że wychodzę trzeba za mną tę bramkę zamknąć, jednak teściowa tego nie zrobiła. Poszłam do domu, wzięłam potrzebne rzeczy i wracając dostałam rozwrzeszczany telefon, że zostawiłam otwartą bramkę Sara uciekła, itd. itp. Mały Książę, też wpadł w panikę, wręcz histerię, bo uciekł pies. Siedziałam u teściowej, ta wróciła z poszukiwań, zaryczana, - potraktowała mnie jak powietrze, w międzyczasie mój kochany partner zwyzywał mnie, - przemoc psychiczna w takim momencie, to przecież konieczność prawda? Generalnie zostałam psychicznie zrównana z ziemią, wdeptana i opluta - bo pies. Pies się znalazł, a ja? Ja nie mogę spać, szlocham, i jestem w lęku, bo ja jestem mniej ważna niż pies.... Że taka sytuacja tu w tej rodzinie, nie będzie polegała na wspieraniu się, tylko na linczu nie do końca winnej osoby.

Ja jestem przemęczona, Duży ma przewlekle skręconą nogę i przeplata się to z innymi chorobami - czytaj wszytko jest na mojej głowie, każde zakupy, każde wyjście, sprzątanie gotowanie itd. do tego dochodzą humory i frustracja, bo on siedzi na dupie - ja dostaje rykoszetem.

Wychodzi na to, że powinnam myśleć za wszystkich, a krzywdę która mi się stała zamieść pod dywan, bo przecież, nic się nie stało...  Pies uciekł i się znalazł. Koszmar który mi zafundowano w między czasie, jest niegroźnym efektem ubocznym. 

piątek, 24 czerwca 2016

Patrze na tego bloga i mnie mdli. Ciągłe ochy i achy, poszukiwania drugiej połowy załamywania się z powodów bliżej nieznanego upośledzenia uczuciowego. Może to kwestia wieku, że przed trzydziestym rokiem życia to się chce mieć kogoś a najlepiej wyjść za mąż i nie zostać starą panną? A jak już się skończy te trzydzieści lat, to już to napięcie opada, i wtedy jak z diabeł z pudelka wyskakuje On? Związek nie przypomina fajerwerków, raczej jest to powolna i mozolna praca nad wspólnym funkcjonowaniem tak, żeby nasze wady nie zakłóciły życia drugiej osobie. wtedy też rodzi się uczucie, nie powiem w bólach, krew pot i łzy, tyle razy już miałam się wyprowadzić, już nawet na walizkach siedziałam i zastanawiałam się gdzie ja się podzieję, bo przecież de facto nie mam domu. Przenieśliśmy się TU na wybrzeże i tu chcemy zostać, bo nie dość, że nam tu dobrze to i miejsce jest świetne.

Długa przerwa minęła od czasu moich wypocin ostatnich a rzeczywistość w końcu się ustabilizowała. Oczywiście przy okazji stabilizacji rzeczywistości wychodzą inne problemy, bo jest czas, żeby w końcu się nimi zająć. Mały Książę w końcu został zdiagnozowany, już wiemy czemu gada jak elficki wysłannik - afazja motoryczna, na szczęście da się z tego małego człowieka wyprowadzić, oczywiście przy dużych nakładach finansowych i jeszcze większej PRACY. zmiana miejsca zamieszkania  i poprawienie się naszej sytuacji ogólnej zaowocowała także moimi planami co do zrobienia wymarzonego prawa jazdy i w końcu rozpoczęcia jakiejś nauki. Rozeznanie na rynku zapotrzebowania na specjalistów zauważyłam deficyt.... pedagogów specjalnych, tak więc idę na ten kierunek studiów, bo nie dość, że to będzie przydatne dla pracy z Małym Księciem, to w dodatku może przynieść efekty w postaci dobrej pracy po ukończeniu tych studiów. 

A co do tytułu notki. Oddzielamy grubą linią całą tą pisaninę, płacze i jęki - idziemy dalej 

wtorek, 24 maja 2016

Śniło mi się... uwielbiam te początki, bo to znaczy, że to był sen godny zapamiętania... ale mój wywołuje u mnie rumieniec, całowałam się z bratem mojego partnera, który notabene jest moim szefem.... i w dodatku mi sie to podobało i cały dzień mam przed oczami jego niepokojące niebieskie oczy i uczucie miękkich ust te delikatne, aczkolwiek zdecydowane muśnięcia.... Ech rozmarzyłam się.... ale to porąbane....

niedziela, 22 marca 2015

Chciałabym zniknąć. jestem niewidzialna... Nikt mnie już nie zauważy... bo  ja nie istnieje...  

piątek, 20 marca 2015

Kolejny dzień silnej i niezależnej kobiety... Przeglądam obrazki w necie i ryczę.. Jestem dumna z siebie nie napisałam nawet literki do kaktusa... Słowa ranią... Poczułam się taka mała i beznadziejna... nic nie ważna.. i koszmarnie samotna... W ten weekend mam weekend i nie pracuję, może posprzątam a na pewno pójdę zrobić coś konstruktywnego... Taki niby plan... a teraz pójdę sobie dalej popłakać... Kolec kaktusa dalej wystaje z serducha... 

środa, 18 marca 2015

Kaktus dzisiaj wbił mi kolec w serce... Czasem mu piszę o tym co czuję... Dostałam kolejny kubeł zimnej lodowatej koszmarnej wody... "Przyzwyczaiłem się..." zabolało... Jestem w kiepskiej formie, koszmarnie się czuję,  i jeszcze to... już więcej nie będę, wolę chyba morze uczuć wylać tu i już więcej nie pisać mu nic... Nic a nic.. Znów siedzę przed klawiatura i wyję... Wyję na to jaki świat jest straszny, a jaka ja jestem beznadziejna... Jakie to wszystko jest beznadziejne. My wybieramy! Kurwa kto to powiedział ten cały bełkot, że to kobieta wybiera, gówno gówno gówno! Czas się zamknąć na wszystko... Miłość jest przereklamowana i tylko sprawia ból. Po co to cholera czuć...  Wtedy jest się słabym, jestem bardzo słaba... Czas się usunąć w cień... Płakać po cichu cierpieć po cichu i czuć też po cichu nic nie mówić nic nie pisać... Do szuflady najlepiej  albo tu... Już nie będę kaktusowi nic mówić... przecież i tak to olewa.. "Przyzwyczaiłem się..." Jak to zabolało oj jak bardzo zabolało...

W pewnej bardzo odległej krainie na szklanej górze wyrósł kaktus... Nikt nie wie jak i dlaczego on tam wyrósł, ale baki maja swoje prawa i nie powinno to nikogo dziwić... Mój kaktus, dla mnie w moich myślach, snach, mam czasem przyjemność porozmawiać z kaktusem na szklanej górze, szkoda, że nie chce z tej góry zejść... Więc wzdycham do kaktusa na szklanej górze... Ale co dziwne, tenże kaktus codziennie parę godzin ze mną rozmawia, o życiu o polityce, czasem spędzamy czas słuchając wspólnie muzyki, a czasem oglądając bzdury. Dziwny jest niby taki kaktusowaty, a jednak nie... I niech mi ktoś powie... jak zrozumieć tego kaktusa..

niedziela, 15 marca 2015
W poniedziałek wieczór, po paru dniach ciszy powrócił. Zobaczyłam żółty prostokącik napisał, o matko żyje, poczułam ulgę. Stwierdził, że panikuję, tak kurde panikuję. Ale jest już lepiej. Dzisiaj za to mieliśmy poważną rozmowę... I doszliśmy do wniosku, że coś nas do siebie ciągnie tylko nie wiadomo co... Moja pierwsza skomplikowana relacja... i pierwszy skomplikowany facet... Czemu mi serce mocniej bije kiedy go widzę, przecież nie powinno, "zakazany owoc ciągle chodzi mi nad głową..." .
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6